truelife blog

Twój nowy blog

W tafli życia znajduje swoje odbicie.
Raz będąc w przepaści ,raz będąc na szczycie.
Gdy dalej walcze ze smiechem i płaczem.
Zapada zmrok dzień kończy się właśnie.
Kolejny buh w mym płucu tonie.
Czas znów zakończyć stare ,a zacząć nowe życie.

natłok myśli…

Brak komentarzy

Każdego dnia wychodząc na ulice ,obserując cały ten „Wyścig szczurów” zastanawiam się do czego tak naprawde dążymy? Po co cały ten pośpiech? Każdy zapatrzony w swój świat z brakiem zainteresowania społeczeństwem ,brakiem zainteresowania życiem które nas otacza ,z brakiem „logicznego myślenia” . Myśląc nad tym wszystkim zadaje sobie pytanie „Czego tak naprawde chcemy od życia” ? …

„Gdy palec wskazuje na niebo tylko głupiec patrzy na palec”

http://pl.youtube.com/watch?v=tgeNkoIkLrY

Właśnie przed chwilą zakończyłem mój ostatni dzień pracy w Irlandii ale pierw…

A wiec na 18 było nawet spoko :) wypilismy 30piwek na 3 pospiewalismy itp :) bardzo miło.

Race Week czyli cały ten tydzien to było SZALEŃSTWOOO nie było nawet chwili przerwy (no po za 15minutowm breJkiem oczywiscie) no to co się działo to było jak „niekończąca się opowieść i mimo tego ,że na wash-up’ie było o 6 osób więcej niż zawsze to było tyle roboty ze wracałem do domu na czworaka ledwo żywy no ale było mineło.

…dziś właśnie zakończyłem moją prace w Irlandii którą baaaaaaaaardzo miło wspominam. Naprawde ten wyjazd zmienił dużo w moim życiu ,poznałem duzo naprawde fajnych ludzi ,podszkoliłem mój engliSZ :) nakupowałem sobie ubran i nie tylko ,poznałem mentalność Iralndczyków i duzo duzo więcej. Teraz pewnie to co was najbardziej interesuje czyli $ a więc zarobiłem w przeliczeniu ponad 3000zł przez 18dni pracując przeważnie po 5 godzin dziennie więc git majonez i do przodu. Kupiłem tylko 3 razy fajki po 8 euro 5 sztuk Gi-Hadu po 20euro (ehh przydrogo troche u nas po 30zl :D) i jakos ZAJEBISCIE szybko mineło te półtora miecha ,bardzo miło je wspominam i cush licze na to ,że kiedyś tu wróce :)

Pozdro dla wszystkich z „Park House Hotel” z którymi miałem przyjemność pracować i cieszyć sie po każdym zakończonym dniu pracy i oczywiście dla brata Lukasa ,bratowej Renaty i gospodarza Brandona (albo jak ja to mówie batona) dzięki wam to wszystko tak miło wspominam DZIĘKI.

p.s niedlugo wrzuce photo

Powoli do przodu.

Dłuuuugo nie pisałem ale jakoś tak nie było o czym i wogule jakoś tak. A więc w skrócie moge napisać ,że trwa aktualnie „Galway arts festival” www.galwayartsfestival.com   :) ze ogulnie dużo fajnych rzeczy się dzieje magicy na ulicach i inne dziwadła a jeszcze 28 lipca (ten poniedziałek) zaczyna sie „Race week” czyli po Polskiemu :D wyścigi konne a jest to jedno z ważniejszych jak nie najważniejsze święto w Iralndii a napewno w Galway. Przyjeźdżają wszystkie naj bananowsze banany z całych Wysp Brytyjskich na to ,że ceny wszędzie idą do góry a wsumie już poszły np: doba w hotelu w którym pracuje kosztuje 400euro niewiem ile ksztuje normlanie poza race weekiem ale sprawdze i dopisze. Ogulnie w całym mieście bedzie w HUJ ludzi heh i kelnerzy będą mieli OGROMNE napiwki z samych napiwko pewnie kolo 50 euro dziennie wyjdzie. A skoro już mówimy o pracy to może cos o mnie :) hehe ogulnie praca spoko poznałem już sporo naprawde spoko osób w niedziele ide na 18 do ziomka z Jeleniej Góry więc nie jest tak źle :) dziś robiłm w nowym miejscu tzn na innej pozycji robiłem kawy rózne kawy napoje ,robiłem koszyczki z chelbem wrzucalem i wyjmowalem ze zmywraki szkło przezroczyste itp itp :) i pracowłem dzis z naprawde spoko hindusem Thomasem hehe więc git majonez i o przodu ;]. W ciągu paru dni postaram się napisać jak było na 18 i jak pierwszy dzień race weeku bo bedzie ostry zapierdol bo np jest 5 razy wiecej osob naraz w pracy niż podczas normalnego dnia i prace koncze nie o 00:00 jak zawsze tylko kolo 2-3 bedize ciezko ale $ tez bedzie wiecej :) Cya.

p.s. bym zapomnial mam nowe ubrania :D i nową Fryzurke bo odwiedziłem Polskiego Fryzjera i bardzo sympatyczne panie z Grodziska bardzo dobrze mnie obcieły hehe :)

POPRAWKA: 400euro kosztuje normalnie doba a na race week 600euro ladnie ladnie hehe ;P

Tak wiem wiem miałem napisać 2 dni temu ale jakośnie było czasu i chęci :)

A więc co by tu napisać hmm o 2 dniu roboty nie ma co pisać bo wsumie wszystko mniej więcej tak samo wiec nie bede zanudzać.
Możę troche o mieście i mentalności ludzi która jest bardzo ciekawa jak by się lepiej przyjżeć ale może uda mi się to jakos opisać.
Więc zacznijmy od „staroci” bardzo fajnie ubrani np: jakas fajna bluza z kapturem do tego jakies loozne spodenki i jakies fajne Air Maxy i nastawieni bardzo optymistycznie do życia i do młodzieży (nie to co u nas) o której teraz napisze ,prawie każdy tutaj chodzi w dresach (nie takich ala stadion tylko takich looznych hiphopowych bawełniakach) i każy ma jakies fajne kicksy kolorowe na nogach więc ogulnie spoko :) tzn prawie spoko bo np: jak widze młode fajne Irlandki ubierające sie w podarte dresy jakeis ujebane buty i robiące wszędzie burdel to mnie troche to odrzuca ale co zrobić. I z tego co mi mówili to od kiedy Polki zaczeły przyjeżdzać to irlandki zobaczyły ,że można fajnie wygladać i być zadbanym bo wcześniej to wszystkie tak chodziły a to ujebane a to w podartych spodniach a to w jakis dziurawych butach i to nie dlatego ,że nie mają hajsu czy cos bo z hajsem to akurat tutaj nei ma problemow każda rodzina ma przynajmniej 1 samochod i naprawde takie fury można zobaczyć na mieście ,że głowa mała ,naprawde gdy nie trzeba odkładać pieniędzy to naprawde życie tutaj jest bardzo łatwe i przyjemne można sobie pozwolić na duuuużo przyjemności. Drugą rzeczą którą wam opisze są autobusy ,ktrórych po pierwsze jest bardzo mało bo jest to małe miasto wielkości Radomia (ale 4 pod względem wielkości w Republice Irlandi) i tak nie ma tutaj biletow tylko jak się wsiada do autobusu to przy kierowcy jest taka jak by skarbonka z szybką do której sie wrzuca 1.60 euro nie ma biletow ulgowych itp dla każdego taka sama cena. Więc chcąc ,nie chcąc musimy placic nie da się jechać na gape. Następną rzeczą jest „przechodzenie” przez ulice które mi się bardzo podoba bo przechodzi się tutaj gdzie się chce bo ze świateł prawie nikt nie korzysta i osoby jadące przepuszczają Cie zawsze jak widzą ,żę chcesz przejsc nawet jak masz czerwone a on zielone i nawet Garda (czyt.Psy) Cie przepuszczają nie ma tutaj czegoś takiego jak mandat za przejscie w niedozwolonym miejscu czy za picie alko (najczęściej mandaty dostaje się tutaj za zaśmiecanie a przeważnei za wypucie gumy 150euro wiem paradoks ale dzięki temu miasto jest bardzo czyste) można sobie spokojnie iść z piwkiem na ulicy. Ogólnie wszyscy sa bardzo ,że tak powiem „spoko” bo prawie każdy ,każdemu mówi „hi” nawet jak się wzajemnie nie znacie np: czekając na autobos na przystanku czy wsiadając do autobusu. Bardzo fajnym elementem życia tu jest to ,żę każdy mówi do siebie na „ty” nie ma tutaj czegoś takiego jak pan ,pani. I tym o to akcentem kończe tego niusa  „Bye„  :]   p.s. Irlandki to zajebiste dupy :D  „hot chicks” :) jak będe miał jakieś fotki to wrzuce.

A skoro początki to może na początek pytanie od czego są wakacje? Czas zmian ,pracy… :)
Tak wiem siedze tutaj już prawie 2 tygodnie i dopiero teraz zaczołem o tym pisać jestem genialny. :]




A więc nie będe opisywać jakoś obszernie tych 10 dni bo szybko mineły bez wiekszych atrakcji lot i cala droga ,wysiadając z samolotu oczywyście przywitał mnie bardzo serdecznie słynny Irlandzki deszcz. Wchodząc na lotnisko zobaczyłem jeden wielki burdel ale szybko wypatrzyłem bardzo atrakcyjną dziewczyne z która miałem przyjemność lecieć i przypomnialem sobie ze miała bardzo fajną zieloną walizke i też pewnie idzie po odbiór bagażu a więc zaczołem za nią dyskretnie podąrzać. Po kilkunastu metrach odwróciłem się do tyłu badawczo a tam widze moher-power i innych prostaków z którymi (nie)miałem przyjemności lecieć podążających za mna i śledzących mój każdy krok ,myśle sobie „hmm no ta pewnie te debile jeszcze mniej łapią niż ja i myślą ,że są w dupie” no ale wkońcu to też Polacy hamy i prostaki ale Polacy więc zwolniłem tępa widząc juz mniej więcej gdzie mam isć bo pan który szedł na przodzie tej bandy był już cały czerwony ale może to przez to ze miał na sobie ze 3 swetry pamiętające jescze chyba czasy wojny no ale są gusta i guściki tak wiem nie należy sie wyśmiewać z innych i bym tego nie robił gdyby nie jego spojrzenie i gestykulacja ciała mówiąca „uwaga pan przyleciał” a tak naprawde za przeproszeniem „gówno” sobą reprezentuje. Dobra dotarłem wreszcie do taśmociągów na ktorych miałą się zaraz pojawić moja walizka za chwile doszli wcześniej wspomniani „Ludzie prymitywni” i zamiast być wdzięcznymi ,że im nie zwiałem sprzed oczu to oni sie jeszcze wpychają tak jak by wszyscy ludzie czekający na swoje bagaże mieli przez przypadek wziąść ich. Wkurwienie mnie ogarneło ale po chwili ochłonołem bo pomyślałem sobie ,że nie będzie tego przez miesiąc (a przynajmniej tak myślałem). Ale przyśpieszmy bo miałem się nie rozpisywać…. znalazłem autokar jadący do Hrabstwa Galway (tak dobrze czytacie Hrabstwa) :] droga która trwała około 4 godzin mineła mi bardzo szybko ponieważ całą prawie przespałem. Wysiadłem z autokaru i zapaliłem papierosa zdając sobie sprawe z tego ,że to jeden z moich ostatnich przynajmniej na miesiąc. Znalazłem szybko taxi i przemiły pan Arab ,Talib czy Bóg wie kto zwący się Ali Buoalala (a przynamniej tak miał na plakietce) zawiózł mnie bardzo sprawnie na miejsce. Zostawiając 2euro napiwku (lans lans) wyszedłem uradowany widząc brata i wszedłem do mieszkania i tyle z mojej drogi. Miasto (które zresztą i wszystko z nim związane bardzo mi sie podoba) ,klimat ,kulture ,mentalność ludzi itp opisze innym razem. A więc przejdźmy do wątku głównego „WORK” (czyt.Praca dla mniej kumatych). Byłem dziś pierwszy dzień jak zwykle był stresik ale po chwili pomyślałem „kurwa przecież ja jestem Kantor huj mi mogą zrobić” :) najwyżej przyjedzie mamusia i nakrzyczy heheh :D. Pracuje w „Park House Hotel **** ” (4 gwiazdkowy) robie tam na Łosz-Upie :) czyli potocznie na zmywaku ,jak to mówią żadna praca nie hańbi :) ogulnie ostry zapierdziel ,te irlandzkie tłumoki mają w tym hotelu po 3 rodzaje widelców, 4 rodzaje łyżek, 2 rodzaje noży, 7 rodzaji tależy i tależyków każdy rózni się może wielkością z 1cm, z 5 rodzaji szklanek, kubków i filiżanek i w huj innych naczyń: słoiczków na masło, dzbanków do sosu i tak dalej juz nie bede pisał ,że tych wszystkich innych gówien też jest cała rozmiarówka i wszystko to trzeba wyjąć szybko z pojemników wyjeżdzających ze zmywarki bo zaraz jadą nastepne, powycierać i poukładać te wszystkie gówna na 2 metalowych regałach rozmiarami i jak się zbierze dużo to pozanosić do odpowiednich cześci np: spodki gladkie, we wzorki i te lekko wypukłe ,te do kawy ,talezyki małe na cukiernie, średnie większe, jescze wieksze na kuchnie, duże do szefa kuchni itd. W kuchni pracuje okolo 30 osób (+ kelnerzy i kelnerki które się tam ciągle kręcą) i jest bardzo duża rozmaitość rasowa (filipińczycy, chinki i chińczycy, czeszki, hindusi, irlandki i irlanczycy no i nasza większość czyli POLACY więc co chwila słychać było nasze piękne „KURWA„) więc można się poczuć SWOJSKO. Podsumowując wytarłem dziś około 2500 sztućców podobnie z tależami, kubeczkami itp ale najważniejsze ,że płacą dla nas „dobry hajs” dla nich „marne grosze”. Juz jutro nowe Niusy z Irlandi pozdrawiam Fifson :)


  • RSS